0

Nie chcę pisać dla siebie – wywiad z Placido Domingo Jr.

Placido Domingo Junior to postać niezwykła: śpiewa i komponuje, i choć wszędzie czuje się jak w domu, to nigdzie nie wytrzymuje dłużej niż dwa tygodnie. Ostatnio zakochał się również w tangu (choć nie jest Argentyńczykiem) i wykonał je na polskiej scenie. O paradoksach swojego życia rozmawiał z Wojciechem Pietrowem.


Wojciech Pietrow: Co jest tak wyjątkowego w tangu, że tak bardzo Cię przyciąga? Stworzyłeś album „Volver-Anima Tango” i wykonasz argentyńskie pieśni we wtorek na scenie Warszawskiej Opery Kameralnej. Co jest niezwykłego w tej muzyce?

Placido Domingo Junior: Jest to gatunek muzyki z Argentyny, który jest mi bardzo bliski. To fantastyczna muzyka. Wielu wielkich kompozytorów stworzyło piękne utwory w tej stylistyce. Mój ojciec nagrał też album wiele lat temu. Sam przed dwoma laty miałem koncert w Rzymie w Auditorium – Parco della Musica i poszło tak dobrze, że zdecydowaliśmy się zrobić płytę. To nie było nazbyt profesjonalne – chcieliśmy po prostu połączyć piosenki tego miasta. Byliśmy bardzo zadowoleni z tego, co powstało.

Co wyraża więcej? Tango, które jest tańczone, czy tango, które jest śpiewane?

Oba są bardzo wyjątkową formą ekspresji, ponieważ taniec tango, tak jak śpiewanie jest skrajne trudny – to ciężka dyscyplina. Nie śpiewam tanga jak Argentyńczycy, bo nie jestem z Argentyny. Jeśli pojedziesz do Buenos Aires i zobaczysz, jak oni śpiewają i tańczą, to zauważysz, że jest to prawie religia.

Jak Twoja meksykańska dusza współpracuje z tymi argentyńskimi melodiami? Czy naprawdę jest w tej muzyce coś, co tylko Argentyńczyk może zrozumieć?

Mam nadzieję, że nie. Widzieliśmy już wielu ludzi śpiewających tango – od bardzo znanych latynoskich piosenkarzy pop, jak Julio Iglesias, do mojego ojca… Nie każdy robi to w sposób, w jaki śpiewają argentyńscy wykonawcy. Staram się wzbogacać tango o własne uczucia i interpretację.

Wiesz, czy w Argentynie zaakceptowali Twoje wersje tanga?

Nie mam pojęcia. Jeszcze nigdy nie śpiewałem tanga w Argentynie. Nie wiem, jak byłoby to odebrane… Mam nadzieję, że dobrze, ale jeśli nie, chciałbym na pewno nauczyć się je śpiewać.

Będziesz wykonywał argentyńskie tango na polskiej scenie, urodziłeś się w Meksyku i mówisz do mnie w języku angielskim. Czy wszystkie te podróże do różnych krajów, rozmowy w różnych językach sprawiają, że zadajesz sobie czasami pytanie: kim jestem? Włochem, Meksykaninem, Hiszpanem?

Jestem stale w ruchu. Mieszkałem w wielu… czterech… pięciu… sześciu krajach. Mówię w czterech… w pięciu językach. Urodziłem się w Meksyku, ale wychowałem w Hiszpanii, w Szwajcarii, we Włoszech, a także w Anglii, więc uważam się za prawdziwego kosmopolitę. Choć moje serce jest prawdopodobnie hiszpańskie.

Czy w ciągu życia to się zmieniało?

Miałem różne okresy. Spędziłem 24 lata w Stanach Zjednoczonych – mieszkałem w Nowym Jorku, na Florydzie i w Kalifornii, więc oczywiście w tamtym czasie mogłem czuć się bardzo „północnoamerykańsko”. Od 2013 r. jestem w Europie, więc może teraz czuję się bardziej „europejsko”. Zmieniam się w zależności od tego, czego doświadczam i gdzie mieszkam. Jest to nieuniknione.

Podczas tras koncertowych nie masz poczucia, że brakuje Ci jakiegoś miejsca? Na przykład: jesteś teraz w Polsce – czy czegoś Ci brakuje, czy myślisz: „Och! Jestem w domu”?

W zasadzie jestem w domu – to wspaniała rzecz w moim życiu. Lubię każde miasto, każdy kraj. I cokolwiek mogę wziąć z tego kraju, i z tego życia – całkowicie akceptuję. Ale jestem osobą, która nie lubi stać w jednym miejscu, lubię dużo podróżować. Nawet gdybym był w najlepszym kraju na świecie, może po dziesięciu dniach, dwóch tygodniach powiedziałbym: „OK, muszę iść gdzieś indziej”. Wymyśliłbym po prostu plan i zrobił sobie wycieczkę, nawet jeśli nie musiałbym iść do pracy. Powiedziałbym tylko: „OK, muszę się już wyrwać”.

Jaka jest różnica między wyrażaniem swoich emocji poprzez komponowanie i przez śpiew?

Bardzo duża, ponieważ jako kompozytor możesz nie spać do czwartej rano. Jesteś w swoim pokoju. Problem w tym, że jest to bardzo samotna praca… Musisz być samotny, być sam – nikt cię nie widzi. Kiedy śpiewasz, stoisz przed publicznością, musisz być całkowicie obecny, trzeba się uśmiechać i trzeba występować. Kiedy komponujesz… możesz to robić w piżamie. Możesz przy tym pić kawę.

To zabawne – można napisać piosenkę o złamanym sercu w piżamie.

Dokładnie. To bardzo prywatne przedsiębiorstwo.

Co daje więcej satysfakcji: tworzenie utworu czy wykonywanie go?

To dwie bardzo różne rzeczy, bo myślę, że śpiew od razu daje satysfakcję, bo śpiewam, robię to i słyszę dźwięk i to wychodzi. Komponując, czasem nie słyszysz ostatecznego nagrania lub nie słyszysz wokalistów śpiewających ten utwór. Wydaje mi się, że to nie jest ta sama satysfakcja.

Nie ta sama”, czyli „gorsza” czy po prostu „inna”?

Satysfakcja jest natychmiastowa w śpiewie. W komponowaniu trwa to trochę dłużej – trzeba powtarzać i trzeba poprawiać. Kiedy śpiewasz masz jedną szansę i jeśli pójdzie dobrze – to dobrze, jeśli nie pójdzie dobrze… to też dobrze.

Jak sobie radzisz z faktem, że ktoś inny śpiewa coś, co Ty stworzyłeś i włożyłeś w to uczucia? Kiedy ja tworzę utwór, nie wyobrażam sobie dać go komuś innemu do wykonania, ponieważ jest tak bardzo „mój”.

U mnie to wygląda zupełnie inaczej, bo nie piszę dla siebie. Nie rozumiem mojego głosu, nie chcę pisać dla siebie. Nigdy nie chciałem.

Ale dlaczego?

Bo to bardzo techniczna rzecz. Wolę słuchać piosenkarza, słuchać jego stylu i jego skali głosu i pisać dla niego.

Nie masz poczucia, że rozumiesz te utwory najlepiej? Nie ktoś inny – stworzyłeś je ty i tylko ty w pełni je rozumiesz.

Tak może być… tak powinno być, ale pisanie dla siebie to nie jest coś, co lubię. To zabawne. Napisałem tylko jedną pieśń, którą rzeczywiście zaśpiewałem. Stworzyłem ją na potrzeby albumu „Amore infinito” z wierszami Karola Wojtyły. Choć pierwotnie napisałem ją dla mojego ojca.

Często występujesz z ojcem. Czy poznajesz go lepiej z tego powodu?

Oczywiście! To bardzo intymny moment. Wychodzisz na scenę. Jesteście razem. Czasami jest tam 10 tys. osób, a ty dzielisz się tym intymnym momentem. To mi pomaga.

Czy śpiew może wyrazić coś, czego nie można przekazać w normalnej rozmowie?

Pewnie! Kiedy śpiewasz i wymawiasz frazę, to jest uczucie, którego nie można wyrazić słowami. To jak zdjęcie – czasami patrzysz na fotografię, która mówi więcej niż 100 słów.

Często łączymy artystów, którzy śpiewają w technice klasycznej tylko z dziełami operowymi. Wiem jednak, że śpiewasz piosenki z różnych gatunków?

Lubię Eltona Johna, Stinga, sporo R&B, Earth Wind and Fire, Roda Stewarta, Davida Bowiego. Mam dużo jazzu w swojej muzycznej kolekcji. Ale nigdy nie śpiewam tego typu muzyki. Myślę, że bardziej pasuje do mnie crossover.

Czego możemy oczekiwać od Ciebie w przyszłości? Może masz jakieś projekty w planach?

Napisałem musical o wampirze „Vlad, El Musical”, który staram się produkować w wielu krajach. Piszę piosenki dla śpiewaków i oczywiście chcę kontynuować własne koncerty. Więc wszystko, co angażuje mnie muzycznie, chciałbym nadal robić.

Życzę Ci więc, byś robił to tak długo, jak to będzie możliwe. Dziękuję za miłą rozmowę.

Wersja angielska TUTAJ

Źródło: http://prostoomuzyce.pl/placido-domingo-junior-nie-chce-pisac-dla-siebie?fbclid=IwAR33d-uXWSSpmiG4E6r7rji36lYJUyS0yKgHvDMjkPDRVCpAAUk-ucIoYHo

  • Udostępnij
Font Resize
Contrast